Na firmie przybyłem dwie godziny przed wyjazdem, musiałem się w końcu wprowadzić do moje nowego drugie domu :-) a o to i on
Prezentuje się całkiem ładnie, jak się dowiedziałem z dokumentów, które otrzymałem to na naczepie mam 25t elektroniki do rozładowania w Manheim w Niemczech.
Zanim wyruszę muszę sprawdzić stan naczepy, czy wszystkie plomby są na miejscu i ogólny stan ciągnika.
Ok wszystko gotowe i czas ruszać w trasę, kabina w środku wydaje się bardzo przyjemna i obszerna- wyposażenia jest bardzo dobre i na pewno będzie mi służyć. O godzinie 6.30 rozpocząłem kolejny tydzień pracy i ruszam w drogę. Do celu mam jakieś 12h drogi więc jeśli nie uda mi się nadrobić nic na Niemieckich autostradach to będę kręcił długą pauzę pewnie gdzieś w okolicach rozładunku, oczywiście jak nic się nie przytrafi po drodze.
Mniej więcej po dwóch godzinach ogólnie spokojnej drogi przez Polskę znalazłem się na granicy Polsko-Niemieckiej i postanowiłem wypić kawę, gdyż stwierdziłem, że i tak dzisiaj się nie rozładuję więc po co mam się spieszyć skoro Niemcy oczekiwali mnie w poniedziałek między 02:00 a 06:00 co oczywiście oznaczało, że zakład pracuję cała dobę. Po krótkiej przerwie czas ruszać dalej w drogę- teram przede mną już szerokie drogi niemieckich autostrad ;-) Samochód wywiera na mnie pozytywne wrażenia i jestem zadowolony z pracy wszystkich podzespołów. Prezes mówił, że Man-em będę jeździł teraz przez dłuższy czas, więc chcąc nie chcąc muszę zaakceptować to co oferuje mi nowy zestaw. Odnośnie Prezesa to dzwoniła podczas drogi i pytał kiedy będę na miejscu gdyż najprawdopodobniej jutro będę miał załadunek we Frankfurcie. Rzeczą oczywistą było to, że nie stwarzało to dla mnie żadnego problemy- no chyba, że na rozładunku coś się podziej i będą mnie rozładowywać 5h. Zaraz po telefonie od szefa i powiadomieniu go, że niema problemu z załadunkiem na jutro pogoda się zmieniła i zaczęło padać, a wtedy ja..... przypomniałem sobie te wszystkie komunikaty o wylanych rzekach w Czechach, Austrii i Niemczech. Zaczęły mnie nękać jakieś czarne myśli, że firma w której
mam się rozładować stoi w wodzie lub dojazd do niej nie jest możliwy..... Ale powiedziałem sobie, że nie będę robiła z siebie czarnego proroka i w dalszym ciągu podążałem betonowymi niemieckimi drogami. Ruch był dość znośny, ogólnie nic wielkiego się nie działo, zero korków, dziwnie jeżdżących kierowców samochodów osobowych- dobry początek tygodnia. Jak to zwykle u mnie bywa w pierwszym dniu pracy każdej nowej trasy zadaję sobie pytanie czy wrócę na weekend czy jednak wyjazd będzie dłuższy. Na szczęście w firmie, w której pracuje wyjazdy nie są dłuższe jak dwa tygodnie, ale z reguły wracam na weekend do domu. problemów ;-) Oczywiście stanąłem jak sierota, ale nie chciało mi się już przestawiać, a obsłudze stacji to nie przeszkadzało. Koniec pracy na dzień dzisiejszy rozpoczynam 30 km przed rozładunkiem- no cóż niewiele brakło, aby spędzić wieczór w mieście, a nie na autostradzie, ale jak to mówią :"samo życie" Na szczęście pracownicy stacji uspokoili mnie, że niema wody i spokojnie będę mógł jechać się rozładować.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz